Rigoletto
Rigoletto to dzieło z operowego elementarza. Razem z Aidą, Nabucco i Carmen zalicza się do najpopularniejszych oper.
Tytułowym bohaterem jest baryton. W tym miejscu z wielką dumą chciałabym państwa poinformować, że obecnie jednym z najlepszych na świecie odtwórców tej roli jest nasz Andrzej Dobber. Uznany za baryton Verdiowski nawet przez samych włochów! W zasadzie to całą obsadę Rigoletta na najwyższym poziomie światowym eksportujemy z Polski. Naszego znakomitego tenora Piotra Beczałę świętującego sukcesy na całym świecie można było podziwiać niedawno w Warszawie w przepięknej inscenizacji z La Scali. No i Ola Kurzak jako Gilda. To także gwiazda świecąca mocnym blaskiem na firmamencie operowym mimo młodego wieku. Jeśli nie mieli państwo szansy usłyszeć Aleksandy na żywo to serdecznie zapraszam na nasz wspólny koncert w Teatrze Polonia 8 grudnia (namówię ją, żeby zaśpiewała Gildę).
Oczywiście większość przebojów jak zwykle przypadła tenorowi. Któż nie zna „La donna e mobile..“ (kobieta zmienną jest..), czy „Questa o quella..“ (ta czy tamta..) też o kobietach, bo ten książę Mantui to babiarz straszny...
Gildzie udało się załapać na przebojowe „Caro nome..“ (drogie imię...)
Rigoletto ma bardzo trudną i piękną arię „Cortigiani“ w drugim akcie. Widziałam, jak jeden sławny baryton poległ na tej arii w Metropolitan Opera w Nowym Jorku.
Dramatyczną i barwną choć drugoplanową rolę odgrywają tu Magdalena i Sparafucille. Sparafucille to płatny morderca o głębokim, basowym głosie. Urodziwa Magdalena, jego siostra obdarzona mocnym mezzosopranem to panienka lżejszych obyczajów, która pomaga bratu w jego profesji zwabiając kandydatów na denatów do karczmy, którą wspólnie prowadzą.
Magdalena to doskonała rola na debiut. Śpiewałam ją wielokrotnie w największych teatrach. Pierwszy raz śpiewałam Magdalenę w Rzymie jeszcze jako studentka. Był to mój debiut we włoszech. Miałam przyjemność śpiewać z legendarnym Leo Nuccim w roli Rigoletta, tym samym, którego obejrzą państwo w transmisji z La Scali. Było to w 1995 roku. Leo już wtedy był mężczyzną w średnim wieku o dużej wrażliwości na urodę kobiecą. To typowe dla włochów i przyjemne dla kobiet. Mój mąż nawet zaczął się dopytywać czy „Ciao bella“ (cześć piękna) jest jakimś powitalnym idiomem?
Magdalena to tzw. rola dyrektorska. Występuje tylko w ostatnim akcie, więc można przyjść do teatru w ostatniej chwili przed rozpoczęciem spektaklu. Potem się seksownie wygląda i robi dużo zamieszania na samym końcu. Człowiek się nie przepracuje a publiczność go pamięta.
Polecam państwa uwadze kwartet z III aktu – majstersztyk !
Ten kwartet w zasadzie składa się z dwóch nałożonych duetów. W karczmie książę śpiewa do Magdaleny „Bella figlia dell’amore..“ (piękna córo miłości..) scena ma bardzo frywolny charakter. Kochankowie śmieją się i flirtują, a za oknem stoi Rigoletto i Gilda. Ojciec przyprowadził tu córkę, żeby pokazać jej prawdziwe oblicze młodzieńca, którego pokochała. Oczywiście ten duet jest bardzo dramatyczny. Głosy układają się w spójną i melodyjną całość, mimo, że nastroje są tak różne.
Najwięcej problemów jest z tym trupem Gildy. Musimy ją ukatrupić w knajpie a potem wytargać na zewnątrz. Szczęśliwie Gilda musi być piękną nastoletnią dziewczynką co idzie w parze z drobną posturą. Moja rola wokalna kończy się przed morderstwem, ale mój brat musi jeszcze wyciągnąć drugą ratę od klienta co zamawiał trupa. Co prawda klient zamawiał innego trupa, ale z bratem doszliśmy do wniosu, że istotne, żeby stan się zgadzał. Tak więc „brat“ po wyciągnięciu martwej Gildy z karczmy musi jeszcze zaśpiewać i problem w tym, żeby się za mocno nie zmachał. A Gilda, nawet jak lekka to z 60 kg waży.
W przedstawieniu Rigoletta w Lizbonie moim bratem był szczupły, rosyjski bas, przeczulony na punkcie swojego głosu. Mieliśmy duży problem z tym trupem, bo on się bał przemęczyć, więc najcięższą robotę musiałam odwalić sama.
Za to w przedstawieniu w Waszyngtonie moim bratem był potężny, włoski bas Andrea Silvestrelli. Potężny zarówo jeśli chodzi o głos jak i posturę. Z Andreą nie było żadnych problemów. Zarzucał Gildę na ramię śpiewał swoją kwestię a potem zrzucał trupa na podłogę. Znaczy ostrożnie to robił, bo koleżanka w worku nie dosyć, że była żywa, to jeszcze musiała śpiewać z pół godziny zanim ostatecznie wyzionęła ducha.
Nasze ostatnie przedstawienia w Waszyngtonie oglądał Maestro Domingo, który formalnie jest dyrektorem tej opery. Po ostatnim spektaklu poszliśmy całą obsadą na kolację z Maestro. Moja siostra była pod duzym wrażeniem spotkania z Placido i potem opowiadała wszystkim podekscytowana: "widziałam Domingo! E tam! Domingo mnie widział!
I to bardzo trafne spostrzeżenie, bo przecież każdy widział Domingo pytanie czy Domingo widział ciebie!
Z Massimo Zanettim, którego zobaczą państwo za pulpitem dyrygenta, pracowałam dwa sezony w Bremie w 1998 i 1999 roku. Była to nowoczesna wizja „Balu Maskowego“ (Verdi). Massimo był bardzo utalentowanym, młodym i bardzo przystojnym dyrygentem. Już wtedy był dyrektorem bremeńskiej orkiestry.
Mam nadzieję, że to przedstawienie obejrzymy wspólnie. Wybieram się do Multikina w Złotych Tarasach. Zapraszam moją rodzinę i państwa też zapraszam,
Małgorzata Walewska
Warszawa 30.11.2009

Czarodziejski flet 






